Ostrze zdrajcy, Sebastien De Castell




Jakoś tak ciepło w sercu mi się robi, kiedy widzę, że jakaś książka ma naprawdę mocną kampanię marketingową. Od razu wraca mi wiara w ludzkość i nachodzi człowieka takie spostrzeżenie, że jeszcze czytelnictwo w tym naszym kraju nie przepadło, skoro tworzy się tak spore reklamy. Dokładnie takie myśli przechodziły mi przez głowę, gdy widziałam dosłownie na każdym kroku informacje na temat Ostrza Zdrajcy - pierwszej książki w naszym rodzimym przekładzie, spod pióra Sebastiena De Castella. Z początku niepozornie pojawiały się pierwsze informacje nęcące ciekawość, później bannery na stronach internetowych, by w ostateczności z grubej rury ruszyć na targach książki w Warszawie, gdzie uzbrojeni jegomoście rozdawali próbki owej powieści, i to w całkiem zgrabnych torbach z okładkową grafiką. Równie uderzający jest fakt, że książka ta niejednokrotnie wspominana jest jako odpowiedź na Trzech Muszkieterów, dlatego też nabuzowana myślą, że czeka mnie naprawdę świetna przygoda, postanowiłam po nią sięgnąć, gdy tylko nadarzy się okazja.

Ostrze zdrajcy wprowadza nas w świat, w którym od lat toczy się konflikt o władzę. Książęta zabili króla, zyskując przy tym możliwość stanowienia własnego prawa na należnych im ziemiach, a królewska organizacja Wielkich Płaszczy straciła swój dawny blask. To właśnie z jej członkami przeżyjemy przygodę na łamach książki. Falcio, Kest i Brasti po pięciu latach od śmierci swego pana starają się związać koniec z końcem, byleby tylko przetrwać kolejny dzień. Całkiem przypadkowo zostali wciągnięci w pewien spisek, i jak to w życiu bywa cała wina została zrzucona właśnie na ową trójkę. Starają się rozwikłać sprawę zarzuconego im morderstwa, przy okazji wpadając w jeszcze większe tarapaty niż poprzednio i na tym chyba poprzestanę, bo jak zacznę wyjaśniać przebieg poszczególnych zajść, to zdradzę Wam wszystkie najlepsze smaczki!

Jeśli czytacie ten tekst w dniu jego ukazania się na łamach mojego bloga, to wiedzcie, że mimo upływu czasu, w dalszym ciągu czuję adrenalinę. Matko, tę książkę czytałam jednym tchem i z trudem było mi przestać! Sposób w jaki Sebastien De Castell opisuje wydarzenia, te genialne wstawki z retrospekcjami i sceny walki (w szczególności sceny walki!), tworzą mieszankę tak wybuchową, że kiedy już było po wszystkim, kiedy odłożyłam tytuł na bok, złapałam się za głowę i rzuciłam cicho "co ja właśnie przeczytałam". Czuć tutaj ewidentną inspirację Trzema Muszkieterami, jednak w tym przypadku rolę narratora odgrywa sam Falcio, który nie dość, że wprowadza do swego umysłu i rozważań podczas trwania bieżącej akcji, to jeszcze raczy nas wspomnieniami, które przypominają mu się w określonych sytuacjach. Tego typu zabieg wyśmienicie sprawdza się w tłumaczeniu zawiłości historii naszych trzech towarzyszy w sposób lekki i nie kolidujący z fabułą. Szczególną sympatią darzyłam właśnie fragmenty z przytaczanej przeszłości, gdyż niekiedy w swych opisach przypominały baśń, bądź wywód barda z odpowiednio podkoloryzowanymi fragmentami. Prawie każda wypowiedź bohaterów jest swoistą grą słów i niedopowiedzeń, dzięki czemu to czytelnik jest stawiany przed zadaniem odpowiedniego zinterpretowania tekstu i w ten sposób każdy może odebrać tę książkę zupełnie inaczej. W branży growej jest takie świetne słowo, które opisuje "wtopienie się" w świat i rozgrywające w nim wydarzenia. Chodzi mi dokładnie o "immersję" i muszę przyznać, że Sebastien De Castell jest mistrzem w tej dziedzinie. Sceny walki są niesamowicie realistyczne, dynamiczne i ciekawe. Po prawdzie prawie cała książka to jedna wielka scena walki, jednak nie martwcie się - żadna bitwa nie jest taka sama, a sposoby pokonania wrogów są niekiedy tak finezyjne i zarazem przezabawne, że lepsze to od czytania o kolejnych intrygach. Podoba mi się również fakt, że żaden z bohaterów nie gra roli pierwszoplanowej w rozgrywających się wydarzeniach. Zdecydowanie można odczuć, że świat poradziłby sobie bez tej trójki i trwałby dalej niezależnie od tego, czy by im się powiodło, czy też nie. Mimo to, każda wykreowana osoba ma swój niepowtarzalny charakter i cel w życiu, przedstawiony w sposób tak dobitny i skrajny, że nikt, ale to absolutnie nikt nie jest pominięty. Muszę też wspomnieć, że osoba Krawcowej ma swoje szczególne miejsce w mej pamięci, bo bezlitośnie rozgromiła wszystko i wszystkich na łamach powieści, w wyniku czego zbierałam szczękę z podłogi za każdym razem, gdy tylko wkraczała do akcji.

I cóż mogę Wam powiedzieć? Zatkało mnie, moi drodzy, bo Sebastien De Castell jest mistrzem budowania nastrojów oraz ich nagłej zmiany. Jestem zauroczona tą książką do głębi i to w tak dużym stopniu, że mam gorącą nadzieję, iż kiedyś uda się tę serię przerzucić na duży ekran, bądź pod postacią serialu (tę formę nawet wolałabym bardziej). Kupujcie, pożyczajcie, czytajcie, bo zdecydowanie warto. Szykuje się nam bowiem ewidentny pretendent do miana książki roku i najlepszego tytułu fantasy ostatnich lat! Teraz z bólem w sercu zostaje mi tylko czekać do kolejnej części i mam szczerą nadzieję, że nie aż tak długo, gdyż już teraz tęsknię za moimi trzema wielkimi płaszczami.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu




4 komentarze:

  1. Bardzo jestem ciekawa tej książki i nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła ją przeczytać!
    Tym bardziej po przeczytaniu twojego posta! Mam nadzieję, że już niedługo złapię to cudo w swoje łapki i zaczytam się :)

    Pozdrawiam,
    www.ksiazkowapasja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie czytam "Trzech muszkieterów" i jestem oczarowana :) "Ostrze Zdrajcy" mam w planach, ale tych bardziej wakacyjnych. A co do ogromnych kampanii marketingowych, to po "Dziewczynie z pociągu" nie do końca im dowierzam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszyscy tak bardzo zachwalają, że mam straszną ochotę na nią. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniecznie muszę po nią sięgnąć i to jak najszybciej! Fragment jaki znalazłam wcześniej w sieci rozbudził moją ciekawość, ale teraz... teraz to ja nie będę mogła przestać o niej myśleć póki nie przeczytam :X

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 moja booktopia , Blogger